Czego sport może nauczyć się z zarządzania dużymi projektami?
🎧 Odcinek: Lekcje dla sportu z książki „Jak zarządzać dużymi projektami”
W sporcie bardzo często mówimy o talencie, ciężkiej pracy, motywacji i wynikach. Rzadziej mówimy o czymś, co bywa równie ważne: dobrym planowaniu, zarządzaniu ryzykiem, budowaniu zespołu i unikaniu błędów, które powtarzają się w wielu dziedzinach życia.
W tym odcinku podcastu Meritum Sprawy opowiadam o książce „Jak zarządzać dużymi projektami” Benta Flyvbjerga i zastanawiam się, czego trenerzy, rodzice, działacze sportowi i osoby prowadzące kluby mogą nauczyć się z badań nad wielkimi projektami. Chodzi o projekty znacznie większe niż sport dzieci — lotniska, linie kolejowe, igrzyska olimpijskie, elektrownie czy wielkie inwestycje infrastrukturalne. Ale wnioski z tych badań zaskakująco dobrze pasują także do codziennego życia sportowego.
Duże projekty bardzo często kończą się opóźnieniami, przekroczeniem kosztów albo rezultatami innymi niż planowano. W odcinku pokazuję, że podobne mechanizmy mogą pojawiać się w klubach sportowych, planach szkoleniowych, decyzjach rodziców, budowaniu zespołu trenerskiego czy rozwijaniu kariery młodego zawodnika.
To nie jest odcinek tylko o książce. To odcinek o tym, jak lepiej myśleć o sporcie, klubach i rozwoju dzieci — spokojniej, mądrzej i z większą świadomością własnych ograniczeń.
📌 Poruszane tematy
- Czego sport może nauczyć się z zarządzania dużymi projektami
- Dlaczego dobre planowanie ma znaczenie w klubie sportowym
- Rola doświadczonego zespołu trenerów
- Po co dziecko trenuje sport?
- Jak określić cel treningu i działania klubu
- Budowanie kompetencji metodą „klocków Lego”
- Dlaczego warto myśleć wolno, ale działać szybko
- Jak korzystać z porównań i klas referencyjnych
- Słabe strony klubu, trenera i zawodnika
- Iluzja utopionych kosztów w sporcie
- Znaczenie relacji w klubie sportowym
- Dlaczego największym ryzykiem często jesteśmy my sami
- Sport dzieci, rodzice, trenerzy i zarządzanie ryzykiem
- Czego uczą badania Benta Flyvbjerga
💬 Cytaty z odcinka
„Nie ma ceny, którą da się nałożyć na doświadczenie.”
„Myśl wolno, działaj szybko.”
„Planowanie jest już częścią budowania.”
„Relacje to zarządzanie ryzykiem.”
„Największym zagrożeniem jesteśmy my sami.”
Dlaczego zarządzanie dużymi projektami ma znaczenie dla sportu?
Na pierwszy rzut oka książka o wielkich projektach infrastrukturalnych może wydawać się odległa od codziennych problemów rodziców i trenerów. Co wspólnego ma budowa lotniska, metra albo organizacja igrzysk olimpijskich z treningiem dziecka, klubem pływackim czy sportem młodzieżowym?
Okazuje się, że całkiem sporo.
W dużych projektach bardzo często zawodzi nie sama technologia, ale sposób myślenia ludzi. Zbyt optymistyczne założenia, słabe planowanie, ignorowanie kosztów, brak doświadczenia, złe relacje i przekonanie, że „u nas będzie inaczej” — to błędy, które nie dotyczą wyłącznie polityków, inwestorów czy wielkich firm. One pojawiają się także w sporcie.
Dobry zespół to fundament
Pierwsza lekcja jest prosta, ale bardzo często niedoceniana: trzeba budować dobry zespół. W sporcie oznacza to trenerów, rodziców, zawodników, działaczy i ludzi, którzy potrafią ze sobą współpracować.
Doświadczenie ma znaczenie. Młody trener musi się uczyć i popełniać błędy, ale najlepiej, jeśli robi to pod okiem kogoś bardziej doświadczonego. Dobry klub powinien łączyć energię młodych ludzi z mądrością tych, którzy już wiele widzieli. Tak jak w drużynie sportowej potrzebni są nie tylko młodzi, utalentowani zawodnicy, ale też weterani, którzy rozumieją grę, presję i codzienną pracę.
Najpierw zapytaj: po co?
Druga lekcja brzmi: zanim zaczniemy działać, trzeba zapytać po co. Po co dziecko trenuje? Po co istnieje klub? Jaki jest cel szkolenia? Czy chodzi o wynik, zdrowie, rozwój charakteru, relacje, radość z ruchu, a może o ambicje rodziców?
To pytanie wydaje się banalne, ale w praktyce bywa pomijane. A jeśli nie wiemy, po co coś robimy, bardzo łatwo pomylić środki z celem. Można wtedy gonić za medalami, rankingami albo prestiżem, zapominając, że sport dzieci powinien przede wszystkim pomagać dziecku dorastać.
Buduj z klocków Lego
Jedna z najciekawszych lekcji z książki dotyczy budowania z powtarzalnych elementów. W sporcie oznacza to rozłożenie rozwoju zawodnika na konkretne kompetencje: technikę, motorykę, koordynację, start, zwrot, pracę mentalną, komunikację i systematyczność.
Nie trzeba od razu robić wszystkiego. Czasem lepiej perfekcyjnie opanować kilka podstawowych elementów niż udawać, że dziecko rozwija się we wszystkich kierunkach naraz. Wielcy zawodnicy często dominują nie dlatego, że robią wszystko, ale dlatego, że kilka rzeczy wykonują znakomicie.
Myśl wolno, działaj szybko
W sporcie często działa pokusa szybkiej improwizacji. Zaczniemy, a potem jakoś będzie. Problem polega na tym, że „jakoś będzie” bardzo często oznacza chaos, frustrację i dodatkowe koszty.
Lepsza zasada brzmi: myśl wolno, działaj szybko. Najpierw planuj spokojnie. Sprawdź, co może pójść źle. Zastanów się nad kosztami, ludźmi, dostępnością infrastruktury, czasem i ograniczeniami. Dopiero potem działaj zdecydowanie.
To dotyczy zarówno budowania klubu, jak i planowania sezonu, wyboru trenera, inwestycji w sprzęt czy decyzji o wejściu dziecka na bardziej ambitny poziom treningu.
Patrz z zewnątrz
Kolejna ważna lekcja to korzystanie z porównań. Nie jesteśmy pierwszymi rodzicami, którzy wybierają klub. Tak jak nie jesteśmy pierwszym trenerem, który chce stworzyć nową grupę.
Warto więc sprawdzić, jak podobne projekty wyglądały gdzie indziej. Ilu zawodników realnie może przyciągnąć nowy klub? Jakie są koszty? Jak działa konkurencja? Jakie błędy popełniali inni? Takie spojrzenie z zewnątrz pozwala ograniczyć złudzenia i lepiej ocenić własne możliwości.
Nie ignoruj słabych stron
Każdy klub, trener, zawodnik i rodzic ma słabe strony. Problem zaczyna się wtedy, gdy udajemy, że ich nie ma.
Słaba komunikacja, brak pieniędzy, zbyt duże ambicje, niedostateczne kompetencje techniczne, konflikty z rodzicami, brak infrastruktury — to są rzeczy, które na początku można jeszcze naprawić. Jeśli jednak zostaną zignorowane, prędzej czy później wrócą. I zwykle wracają w najmniej wygodnym momencie, bo problemy mają kiepskie wyczucie czasu.
Umiej powiedzieć dość
W sporcie łatwo wpaść w pułapkę utopionych kosztów. Skoro już zapłaciliśmy, skoro już zainwestowaliśmy czas, skoro już dziecko trenuje od kilku lat, skoro już kupiliśmy sprzęt, to brniemy dalej — nawet jeśli widzimy, że coś nie działa.
Czasem trzeba umieć zatrzymać projekt, zmienić kierunek albo odejść. Nie każda inwestycja przyniesie dobry efekt i nie każdy plan szkoleniowy się sprawdzi. Lepiej zatrzymać stratę wcześniej niż latami udawać, że wszystko idzie zgodnie z planem.
Relacje są częścią zarządzania ryzykiem
Sport nie dzieje się w próżni. Klub zależy od trenerów, rodziców, zawodników, miasta, obiektów, ratowników, dyrekcji szkół, sponsorów i lokalnej społeczności.
Dlatego relacje nie są dodatkiem. Relacje są częścią zarządzania ryzykiem. Dobry klub potrzebuje zaufania, komunikacji i umiejętności rozwiązywania konfliktów. Nie chodzi o manipulację ani układy. Chodzi o elementarną dyplomację i świadomość, że zniszczone relacje potrafią zablokować nawet najlepszy projekt.
Największym ryzykiem jesteśmy my sami
Ostatnia lekcja jest najtrudniejsza do przyjęcia. Największym zagrożeniem często nie są inni ludzie, pieniądze, infrastruktura ani konkurencja. Największym zagrożeniem bywamy my sami.
Mamy skłonność do zbyt dużego optymizmu. Zakładamy, że nasze dziecko, nasz klub, nasz projekt i nasz pomysł są wyjątkowe. Myślimy, że błędy innych nas nie dotyczą. Tymczasem właśnie takie myślenie prowadzi do najgorszych decyzji.
Dlatego sport potrzebuje nie tylko pasji, ale też pokory. Potrzebuje ludzi, którzy potrafią się uczyć, sprawdzać własne założenia i przyznać, że nie wszystko wiedzą od początku.
To nie jest słabość. To dojrzałość.
🔗 Zobacz także:
📚 Źródła z odcinka
- Bent Flyvbjerg, Jak zarządzać dużymi projektami
- Daniel Kahneman, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym
- Dawid Tatarczyk, Zrozumieć pływanie
Pełna transkrypcja odcinka
Kliknij, aby rozwinąć pełną transkrypcję odcinka
Dawid Tatarczyk: Witaj w podcaście Meritum Sprawy. Nazywam się Dawid Tatarczyk. Jestem profesorem politologii, autorem i byłem sportowcem. Po 18 latach spędzonych w USA wróciłem do Polski. W tym podcaście rozmawiam o sporcie, religii i polityce, czyli o sprawach, które naprawdę nas poruszają. Meritum Sprawy to przestrzeń do przemyśleń, bez pośpiechu i bez tanich sensacji. Jeśli właśnie tego szukasz, jesteś w dobrym miejscu. Witam wszystkich serdecznie. Kolejny miesiąc, kolejny odcinek podcastu Meritum Sprawy. Po jakiejś tam krótkiej przerwie, ale wracam z nowym materiałem. W tym miesiącu chcę się podzielić kilkoma refleksjami nad książką, którą ukończyłem jakiś czas temu. Mówiłem o niej, czy pisałem o niej dość obszernie w moim newsletterze, ale także na mediach społecznościowych. Natomiast książka, którą mam na myśli, wydaje mi się na tyle wartościowa dla trenerów i rodziców pływania, że zasługuje na swój odrębny odcinek, co też czynię. Oczywiście nałożę też tutaj kilka swoich słów interpretacji co do tego, jakie wnioski z tej książki płyną mi i co możemy z niej wyciągnąć. Natomiast mam ją tutaj za sobą. Jak zarządzać dużymi projektami. Tak wygląda ta książka. Dostępna jest w języku polskim. Jak widać i w języku angielskim. Napisana jest przez duńskiego politologa. Którego nazwiska bardzo ciężko jest mi wymówić. Bent Fleibierg. Myślę, że tak się wymawia jego nazwisko. Natomiast jest to książka, jest to autor przede wszystkim, którego chociażby moi studenci powinni kojarzyć, czy pamiętać zajęć, które prowadzimy. Jest on ekspertem w pewnym sensie od zagadnień metodologicznych, jeżeli chodzi o nauki społeczne. Natomiast skąd wzięła się ta książka i dlaczego warta ona jest polecenia i co będę chciał o niej powiedzieć? Naukowiec, ten duński politolog był właściwie pierwszą osobą na świecie, która na początku 2000 roku, wczesne lata 2000 zaczęła zbierać dane na temat tak zwanych dużych projektów. On sobie definiuje te duże projekty jako projekty powyżej miliarda dolarów wzwyż, czyli bardzo duże projekty. dotyczy to takich przedsięwzięć jak budowa portów lotniczych, budowa dworców, linii kolejowych, metra, organizacja igrzysk olimpijskich, elektrowni jądrowych, tego rodzaju rzeczy. No i on tą bazę tych, że tak powiem, projektów zaczął zbierać i co z tego wynikło? Wynikło z tego, czy dalej wynika, że 99,5% tych projektów albo kończy swoją budowę po terminie albo przekracza znacząco koszty albo przekracza i termin budowy i koszty i nie spełnia swojej funkcji. Mówiąc inaczej duże projekty wiążą się z potężnymi stratami. Tak naprawdę najbardziej tutaj Karygodnym projektem nieudanych projektów to są organizacje Igrzysk Olimpijskich, czyli jeżeli jakieś państwo chciałoby zapisać się na projekt, który doprowadzi do strat finansowych, to można się śmiało zgłaszać po Igrzysku Olimpijskim. Tam to jest szczegółowo opisane. Natomiast jest to paradygmat, że tak powiem, przełomowy. Fleiberg jest dzisiaj emerytowanym już profesorem, który wykładał na całym świecie. Ta książka jest zbiorem 30 lat jego badań, przemyśleń. Działał nie tylko jako naukowiec, ale działał jako doradca, który budował z fundacji chociażby Billa Gatesa. szkoły w Nepalu, doradzę o premierowi Wielkiej Brytanii, firmom z Hongkongu, z całego świata, jak sprawniej organizować duże projekty. No i tu dalsze w ogóle pytanie, no dlaczego w ogóle jest ta książka przeznaczona moim zdaniem dla rodziców i trenerów, bo lekcje, które wypływają z tej książki, które są tutaj zawarte, w bezpośredni sposób przekładają się na nasze projekty. My nie robimy projektów, Zdecydowanie większość z nas nie robi projektów za miliard dolarów, natomiast każdy kto remontował chociażby kuchnię w swoim mieszkaniu i domu, wie, że zapłacił za nią więcej i trwał remont dłużej, a efekt był inny niż się spodziewał. To są jedne konkretne przykłady, które dostosują się do naszego życia. No i są pewne lekcje, które z tej książki wypływają. Ja tutaj zaznaczyłem sobie, że tak powiem 9 ogólnych lekcji, 9 ogólnych wniosków, które wypływają, które chciałbym podkreślić. Natomiast oczywiście nic nie zastąpi jako lektury tej książki, więc też to gorąco rekomenduję. Pierwsza rzecz i tutaj szczególnie wydaje mi się, że trenerzy, czy pasjonaci sportu, czy działacze, oczywiście rodzice także, ale pierwsza nauka, jaka płynie z tej książki, on zresztą sam autor zalicza je do tzw. heroistyka, czyli skrót myślowy. Dziewięć skrótów myślowych omówimy sobie teraz, które wypływają. Pierwszy z nich polega niby na rzeczy banalnej, ale zatrudnić wykwalifikowany zespół, zebrać dobry team. I tutaj, dlaczego to jest takie ważne, niby jest to pytanie oczywiste. Natomiast nie ma ceny, którą da się nałożyć na doświadczenie. Doświadczenie zawodowe, doświadczenie profesjonalne, doświadczenie w pracy z dziećmi. Oczywiście każdy młody trener musi takie doświadczenie zdobyć. Najlepiej by było gdyby takie doświadczenie zdobyło pod okiem innego wykształconego i doświadczonego i szanowanego trenera, który wie co robi. Natomiast jeżeli tego nie da się zebrać w ten sposób, trzeba to zebrać w sposób inny. Natomiast jest to proces prób i błędów, pułapek, pomyłek. Młodym trenerom trzeba w pewnym sensie wybaczać, bo te błędy muszą popełniać. Natomiast im bardziej wykwalifikowany zespół, że jest ten mentoring, który pozwala temu młodemu trenerowi się rozwinąć, tym lepiej. W ogóle ja sobie pozwolę na jakieś takie analogie, pewnego rodzaju aluzję do świata sportu. Jako tako jestem pasjonatem sportu ogólnie, nie tylko pływania. Czy wręcz powiedziałbym pływanie, to jest jedną z wielu dyscyplin, którą się interesuje. Jestem dużym fanem chociażby hokeja, ligi NHL, moje ukochane Detroit Red Wings. czy ligi NBA. Każda drużyna, która ma aspiracje mistrzowskie zdaje sobie sprawę i zatrudnia tzw. weteranów, czyli zawodników, którzy być może już nie mają tego swojego prime’u, nie są w tej swojej szczytowej formie, ich lata świetności już minęły. Natomiast są oni zawodnikami doświadczonymi, wiedzą jak trenować, jak się odżywiać, jak się zachowywać, jak udzielać wywiadów. jak ich miejsc unikać, jak zarządzać funduszami swoimi itd. Każda taka drużyna w NBA czy w NHL potrzebuje takich weteranów i płaci im więcej niż sugerują im ich dane czy zdobyte punkty, bo ci zawodnicy dokładają więcej poza boiskiem niż na boisku. Bardzo ciężko jest młodym drużynom właśnie wzbić się daleko w play-offach, gdzie potrzebne jest doświadczenie, wyważenie, umiarkowanie. Więc to wszystko przekłada się także na zespół, na team, który ktoś chce tworzyć. Jeżeli dołączamy do jakiejś drużyny albo ktoś myśli o założeniu swojego klubu, Warto, żeby zebrał dobry zespół, żeby to była mieszanka doświadczenia z innowacją, żeby byli to ludzie, z którymi da się współpracować i mieć produktywne relacje na poziomie koleżeńsko-trenerskim. No i później przekłada się to na jakość szkolenia, na wyniki i na cały szereg innych rzeczy, na których nam wszystkim zależy. To jest pierwszy punkt. Drugi należy postawić według książki pytanie dlaczego lub inne pytanie po co. Co my tak naprawdę chcemy osiągnąć? I tutaj to też jest bardzo, że tak powiem, niby oczywista rzecz, ale tak naprawdę tak niewielu z nas to robi. Po co nasze dziecko trenuje sport? W jakim celu? Czy zaspokaja moje ambicje jako rodzica? czy to dziecko chce trenować, bo ma jakąś pasję, czy nie ma innych możliwości, czy trenuje, bo inne dziecko trenuje. Wszystkie te motywacje mogą być w większym lub mniejszym stopniu okej, natomiast tutaj nasuwa się też to pytanie, że tak powiem dodatkowe, czy połączone, ale często ukryte w tle, co my chcemy osiągnąć, tak? Po co trenuje to dziecko? Czy po co trenujemy ten klub? Czy po co prowadzimy ten klub? czy specjalizujemy się w tym, że produkujemy mistrzów olimpijskich, czy raczej kładziemy nacisk na to, żeby nasze dzieci rozwijały się holistycznie jako wartościowi ludzie. Jest to absolutnie cel okej, wręcz powiedziałbym niedoceniany, bo sport może uczyć wielu rzeczy pozasportowych. Każdy, kto zakłada taki klub, każdy trener, który pracuje w jakiejkolwiek dyscyplinie, to zadaje sobie pytanie, czy powinien sobie zadać co ja właściwie chcę osiągnąć, z czym jestem okej, jeżeli chodzi o aspiracje i cele jakie mam. Pytanie wcale nie tak banalne, bo jeżeli ktoś ma aspiracje olimpijskie, a nie jest, nie pracuje w klubie, czy w środowisku, które może te aspiracje spełnić, no to prowadzi to do wszelkiego rodzaju napięć. Tak więc bardzo, bardzo ważna druga rzecz, żeby sobie na to pytanie odpowiedzieć. Trzecia Myśl skrótowa, budować z Lego. Czym jest nasz klocek Lego? Tutaj jest bardzo ciekawa konkluzja z tej książki, która pokazuje, że i zresztą widzimy to chociażby po boomie na domy modułowe. Domy modułowe dzisiaj stałem się coraz bardziej atrakcyjne ze względu głównie na cenę, a ta cena spada, bo o wiele łatwiej w fabryce wyprodukować szablonowo ten sam rodzaj domów, które łatwo się składa niż budować każdy dom inny do odpowiedniej, do danych specyfikacji terenu i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. I to przekłada się w ogóle na szereg rzeczy, które dotyczą życia ekonomicznego. Tutaj w ogóle autor powołuje się na chociażby innowację jaką była czy jest, czy dalej, kontenery morskie, które funkcjonują, z tego co wyczytałem, dopiero około 100 lat. Wcześniej statki ładowano bez tych kontenerów, więc trzeba było je ładować w taki sposób, żeby te statki się nie bujały, żeby były wyważone, żeby się nie zatapiały. Dopiero kontenery pozwoliły na łatwiejszą dystrybucję wagi na statku i płynniejszy handel i w ogóle globalizację jako taką. Natomiast budowanie skocków LEGO polega na tym, chociażby dla trenera, jaki rząd umiejętności chcemy kształcić. Czyli możemy kształcić technikę motorykę, skok, przewrót. I wcale to nie muszą być bardzo zaawansowane techniki. Możemy się skupić na poszczególnych rzeczach. które oferujemy w ramach rozwoju zawodnika i budować ich kompetencje w ten sposób. Dobrym przykładem jest na przykład sport jujitsu, który dla przykładu ma, czy w ogóle sporty walki, powiedziałbym judo, zapasy. Ale skupmy się na jiu-jitsu, gdzie technik jest bardzo dużo. Nie wiem ile, ale bardzo dużo. Natomiast można być, że tak powiem, dobrym zawodnikiem jiu-jitsu, mając opanowany mały szereg technik, ale na bardzo wysokim poziomie. Nie mówię już na tym światowym poziomie, ale na polu, że tak powiem lokalnym, czy nawet krajowym można dojść bardzo daleko, posiadając podstawowy pakiet bardzo wyrafinowanych technik. Podobnie jest chociażby z olimpijczykami w judo. Mają szeroki zakres wiedzy ogólnej, ale wykonują kilka rzutów w sposób doskonały i to pozwala im dominować. W ogóle teraz przychodzi mi na myśl taki zawodnik z Detroit Pistons, nazywał się, już teraz nie gra, ale nazywał się w tamtych latach, czy dalej się nazywa, ale w tamtych latach jak grał Rashid Wallace. W ogóle polecam grać na pozycji power forward, polecam żeby wygooglować jego osiągnięcia. W czasach kiedy ja przebywałem, wylatywałem do Stanów był on kluczowym elementem drużyny Detroit Pistons, która wygrała w 2004 roku mistrzostwo. Jego unikalność na tamte lata polegała na tym, że był ponad dwumentrowym olbrzymem, który rzucał za trzy. Był idealny w obronie, genialny w obronie, natomiast miał też takie coś, że jak dostawał się do tego klucza, tak zwany paint area, do tej pomalowanej części boiska było nie do zatrzymania. A co gorsza, każdy wiedział co on zrobi. Będzie brał trzy odbicia w lewo, obróci się przez prawy bark i będzie wyrzucał. Miał bardzo wysokie wypuszczenie piłki ponad głową. Wszyscy wiedzieli co on zrobi. Nikt nie był w stanie go zatrzymać i dominował ligę. Co ciekawe w polskich mediach społecznościowych nawet osób, które interesują się NBA, Rashid Wallace nie będzie znanym zawodnikiem. Są znani takie osoby jak Michael Jordan, Kobe Bryant itd. Te super gwiazdy. Natomiast co ciekawe, kiedy ktoś wygoogluje tego zawodnika Rashid Wallace i zobaczy jak inni zawodnicy mówili o nim, często Daję go za najbardziej utalentowanego gracza na tej pozycji power forward, czyli numer 4. Nawet ponad takimi gwiazdami jak Tim Duncan czy Kevin Garnett. Jego statystyki może nie były aż tak imponujące, natomiast oni też podkreślają, żeby dopasować się do drużyny, w jakiej grał, a grał dla chociażby tych Detroit Pistons, o których wspominałem. Tam każdy poświęcał swoje indywidualne statystyki, żeby zdobywać mistrzostwo. To były te jego klocki Lego. Nie było ich wiele, nie był megaatletyczny, natomiast był bardzo dobry w tych pojedynczych rzeczach, które nakładały się na siebie i zbudowały dla niego fenomenalną karierę w NBA. Kolejna zasada, która zbyt często jest niedoceniana, wręcz odrzucana, brzmi następująco. Myśl wolno, działaj szybko. Czyli planowanie jest już częścią budowania. My często myślimy, że trzeba szybko działać i będziemy w praktyce improwizować. No tutaj cała ta książka pokazuje jak zwódne, jak problematyczne jest tego rodzaju myślenie. I właśnie te mega projekty pokazują, że jak brak planu wykoleja te projekty i prowadzi do potężnych strat dla podatnika i w ogóle dla całego społeczeństwa. Myśl wolno, działaj szybko, czyli planuj długo, planuj kroki, co może pójść nie tak, co chciałbyś osiągnąć, dlaczego, poświęć temu czas, nie pędź do działania, poczekaj aż wszystko sobie zaplanujesz i wtedy działaj szybko. Tutaj przykładem może być chociażby COVID. Ktoś, powiedziałbym, chce budować klub pływacki, nie ma planu, powoli się do tego zabiera, wtopił już jakieś środki powiedzmy i dla przykładu zaczyna się pandemia, zaczyna się COVID, która blokuje jego fundusze, jego inwestycje i zostaje zamrożony, baseny są zamknięte czy w ogóle całe społeczeństwo jest zamknięte. Podaję jako taki ogólny przykład, natomiast jakikolwiek projekt robimy, jeżeli ktoś miał do czynienia z jakimkolwiek fachowcem, hydraulik, stolarz, murarz, cokolwiek to jest, im prędzej oni skończą, tym lepiej, bo im dłużej oni pracują, tym większe koszty ukryte pośrednie. A jeszcze instalacja jest stara, a jeszcze ściany trzeba byłoby przesunąć, a jeszcze to, a jeszcze tamto, tak? A pojechałem na wakacje, a żona się rozchorowała, a dzieci muszę zawieźć. I ten projekt się ciągnie i ciągnie. I trzeba dokupić blachy, a blachy podrożały o 100%. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Myśl powoli, planuj powoli, działaj szybko. Jak już masz plan to nalegaj żeby była egzekucja bardzo szybko i tutaj też ciekawy przykład Empire State Building powstał w bardzo krótkim czasie właśnie ze względu na ekstremalnie dobre planowanie i budowanie z klocków Lego gdzie każde piętro okazało się wręcz identyczną kopią piętra poprzedniego co pozwoliło na bardzo szybką że tak powiem produkcja tego budynku, jeżeli tak mogę powiedzieć, który na tamte czasy był budynkiem jak najbardziej wyjątkowym, a dziś jest budynkiem ikonicznym. Piąta rzecz polega na spojrzeniu z zewnątrz, czyli używaj w tym języku politologicznym klasy referencyjnej. Nie jesteś jedyną osobą, która ma dziecko, nie jesteś jedyną osobą, która chce zacząć klub, nie jesteś jedyną osobą, która prowadzi pizzerię albo jakiś tam inny biznes. Zrób jakiś research, jakieś badania, chociażby dla siebie, żeby się porównać. To nie w sensie, że tak powiem, porównania moralnego, czyli jestem lepszy, gorszy, tylko w sensie czego mogę się spodziewać, jacy są moi klienci, jak duży będzie to projekt i jakie są ograniczenia mojego projektu. Może ambicje mamy o wiele większe niż pozwala na to populację, którą chcemy obsługiwać. Może nawet nie mamy infrastruktury. Może ktoś na uczelni chce, żeby ta uczelnia była w stanie, tak było na poprzedni uczelni, na której pracowałem. Plany były, żeby tam naszą płynność finansową utrzymać na jakimś poziomie, że mieliśmy wskoczyć na poziom obsługiwania dwóch i pół tysięcy studentów. To była mała, prywatna uczelnia, która od lat kształtowała tą populację na poziomie 1200-1300 osób, czyli chodziło o to, żeby tą populację podwoić. Ale problem jest taki, że nie ma infrastruktury, która byłaby w szybkim stanie przyjąć takie ilości studentów. małego procenta tych studentów, nie było dla nich akademików, kafeteria była przeciążona, brakowało klas i tak dalej, i tak dalej. Więc my możemy mieć różnego rodzaju aspiracje. Już pomijam sam fakt, że tego rodzaju rozszerzenie tej uczelni, co zresztą było zgłaszane na tych wszystkich naszych spotkaniach, chociażby przez osoby, które pracowały tam od wielu, wielu lat, było wbrew idei tej uczelni, gdzie stosunek profesury do studentów był bardzo niski, dlatego ci studenci płacili tak wysokie czesne. Natomiast chodziło o to, że ta klasa referencyjna była pominięta. Nasi liderzy, czy nasz lider jeżeli chodzi o władzę uczelni, nie wiem w jaki sposób, wtedy ciężko było mi to zrozumieć, dzisiaj łatwiej jak czytam tę książkę. bo liderzy tych dużych projektów nagminnie pomijają tego rodzaju podstawowe informacje. Tutaj już jest jakby druga część wywodu, do której w ogóle nie będę wchodził. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego oni sobie mogą pozwolić, żeby tego rodzaju błędy popełniać? Gdyby to był nasz majątek, bylibyśmy może troszeczkę bardziej ostrożni, natomiast nawet w prywatnych rzeczach ludzie pomijają takie błędy. Zrób jakieś porównanie badania rynku, chociażby na swoją własną rękę. Jeżeli otwieram nowy klub w mieście i zakładam, że będę miał 100 pływaków, ale w tym mieście istnieje 5 innych klubów i każdy ma po 20 pływaków. No to ja bym musiał de facto przyjąć wszystkie osoby, żeby wszyscy u mnie pływali. Prawdopodobnie nie jest to możliwe, chyba że mam tak wyjątkowy produkt. Więc to są ważne rzeczy dla jakiegoś tam planowania i implementacji naszych pomysłów. Punkt numer 6. Nie trać z oczu słabych stron, swoich słabych stron, słabych stron swojego klubu. Dlaczego? Bo te rzeczy są de facto zabójcze. I tutaj znowu taka analogia do sportu, był taki już dziś emerytowany trener, legendarny trener. Też w nim pisze Wzrozumieć Pływanie, Bill Belich jak się nazywa w futbolu. On był znany z jednej rzeczy, jeżeli chodzi o strategię. Genialne przygotowanie, ale zawsze atakował najsłabszą stronę drużyny przeciwnej. New England Patriots, czyli drużyna tego trenera. Przeciwnicy mieli jakiegoś genialnego zawodnika. Ten zawodnik de facto był tak obstawiony, że cały mecz nie był w stanie przeprowadzić ani jednej akcji. I Bill Belczyk zmuszał słabszych zawodników, czy słabe strony tamtej drużyny, żeby one pokonały jego drużynę. Jaki jest jego dorobek opisuje w książce. Jest najwybitniejszym trenerem w historii tego sportu. I tak samo my powinniśmy wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Nasze słabe strony zbyt często pomijamy, gdzieś tam zagrzebujemy, aż do momentu kryzysu. Jeżeli ja prowadzę klub, który nie ma jakiejś płynności finansowej, to ten dług, kredyt, prędzej czy później ugryzie mnie i ugryzie mnie bardziej niż tego planowałem, niż tego bym chciał. I tutaj tych rzeczy jest naprawdę wiele. Tak samo w walkach. Każdy zawodnik MMA myśli o tej strategii tego przeciwnika. Jeżeli bije się jakiś tam bokser z zapaśnikiem, to będzie się go starał trzymać na dystans i nie pozwolić na obalenie. Nie będzie raczej prowokował, czy dawał mu szans na sprowadzanie, bo wchodzi wtedy w domenę tego zawodnika. Także jest to bardzo ważny element. Pamiętanie o tych naszych słabych stronach to jest raz i później adresowanie tych słabych stron. Czyli jeżeli naszą słabą stroną jest, nie wiem, mamy genialny marketing, ale tak naprawdę wiemy, że ten marketing przegrywa jakieś tam fundamentalne błędy w jakiejś tam poszczególnej technice, no to wypadałoby się z tego elementu doszkolić. Bo prędzej czy później, może później, ale strukturalnie on kiedyś może złamać nasz klub. Nasi zawodnicy odejdą, bo ten element okaże się decydujący w rekrutacji ich przyszłego potencjału. Także nie wolno o tym zapominać. Siódma rzecz, trenerzy, zawodnicy, rodzice próbują różnych rzeczy, różnych podejść. Jeżeli te podejścia nie przenoszą jakichś efektów w jakimś określonym czasie, należy odejść. Należy uciąć te koszty i poświęcić te koszty, które były stracone, a nie iść w to, nie brnąć w to. Jest to tak zwana iluzja utopionych kosztów. Czyli zainwestowałem w jakiś produkt, tysiąc złotych, obiecał mi, że schudnę dziesięć kilo. Nie schudłem, ale wtopiłem już tysiąc złotych, wtopię kolejne dwa albo trzy, no bo jestem na dobrej drodze, tak mi się wydaje. Ostatecznie wydaję dziesięć tysięcy i schudną dwa kilo. To są tego rodzaju rzeczy. Nie wszystkie rzeczy, które próbujemy przyniosą owoce, których poszukujemy i trzeba być okej, tak jak on tutaj mówi, powiedz dość i odejdź. Nawet gdyby to była wtopa, nawet dość znacząca finansowa, tak, że wyłożyłem jakąś tam kasę, jakieś tam fundusze na jakąś innowację, na jakąś diagnostykę, na jakiś strój, cokolwiek by to było. Nie brnijmy w to. Jeżeli już widać na wczesnym etapie, w pewnym momencie to będzie dla nas oczywiste, że my brniemy w coś, co nie opłaca się, nie przynosi owoców. Lepiej zatrzymać te krwawienie, zanim się wykrwawimy. I znowu, tutaj to się wydaje najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. A każdy kto przeczyta tę książkę zauważy, że robimy to codziennie w swoim życiu. Od relacji po różne rzeczy, inwestycje finansowe i tak dalej. Czyli dalej się łudzimy, że ten nasz pierwotny pomysł był lepszy niż nam się wydaje i inwestujemy w daną technologię. Niestety tak się to nie dzieje. Ostatnie dwa punkty, z którymi chciałem, żebyśmy się zapoznali wspólnie. Punkt ósmy. Znajdź przyjaciół i ich nie strać. I tutaj znowu bardzo znacząca rzecz, ale bardzo zapomniana. Relacje często decydują o wszystkim. Relacje wewnątrz klubu, ale i relacje poza klubem, relacje rodziców w klubie, relacje z rodzicami poza klubem. Bardzo łatwo mi sobie wyobrazić chociażby taką sytuację, to pływanie jest dobrym przykładem, Niezależnie od tego kto ma jaki klub, jeżeli będzie miał złe relacje, i tu nie mówię o jakiejkolwiek korupcji czy sabotażu, ale jeżeli będzie miał złe relacje chociażby z ratownikami i władzami miasta, które mogą wykluczyć dany klub z udziału czy skorzystania z basenu, ten klub nie będzie istniał. Ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś wybuduje swój basen, bo te koszty są zbyt duże. I to jest problematyczne. Autor nie rekomenduje manipulacji relacyjnej, natomiast podkreśla, że relacje to zarządzanie ryzykiem. Jest to sztuka dyplomacji. sztuka układania się, że nie warto iść na noże, nie warto podpalać się, nawet jeżeli czujemy, że ta wina jest może bardziej po drugiej stronie, żeby ten konflikt załagazać. Tutaj też na myśl przychodzi mi w ogóle obserwacja pewnego historyka na temat dominacji starożytnego Rzymu. Rzymianie nie dominowali, dlatego że wygrywali każdą bitwę, tylko nigdy nie przegrali bitwy, które miały znaczenie. Czyli oni nie walczyli zawsze na maksa, ale te znaczące bitwy wygrali. I to jest to. Oni odnosili porażki, ale te porażki nie były zabójcze. Trzeba jakiegoś takiego wyważenia i tutaj znowu wracamy do punktu pierwszego, może jakiegoś doświadczenia, które rzeczy wymagają, że tak powiem twardiej postawy i tego nie jesteśmy w stanie złamać i musimy się pożegnać albo nasze relacje nie mogą być takie jakie są. A kiedy warto szukać jakiegoś, że tak powiem kompromisu, ugody, zgody. Zanim w ogóle do tej sytuacji dojdzie, o wiele łatwiej jest nawiązywać i rozwiązywać tego rodzaju problemy poprzez właśnie dobre relacje. Czyli budujemy te relacje na szacunku, komunikacji już od samego początku z ludźmi, którzy mogą i mają wpływ na to, co się w tym klubie dzieje. I to znowu mówię, to mogą być trenerzy, to mogą być rodzice, zawodnicy, urzędnicy miasta i tak dalej. I ostatni punkt, który wypływa z tej książki, punkt numer 9, heroistyka numer 9. Największe ryzyko z jakim zmierzymy się prowadząc klub, dziecko, projekt, ambicje sportowe, reformy samorządowe i tak dalej, największym zagrożeniem jesteśmy my sami. My sami, ponieważ zignorujemy te wszystkie osiem punktów, o których przed chwilą mówiłem, my sami, którzy mamy niesamowitą zdolność do oszukiwania się, że my jesteśmy wyjątkowi, te błędy nas nie dotyczą. My, znając tę książkę, jesteśmy w stanie lepiej ich uniknąć niż inni i jesteśmy po prostu kuloodporni na tego rodzaju myślenie. Jest to ciężka pigułka do przyjęcia, bo tak naprawdę nie jesteśmy aż tak wyjątkowi jak się nam wydaje. I tutaj przychodzimy na myśl szereg badań w ekonomii behawioralnej. Chociażby Daniela Kahnemana, myślenie szybkie i wolne i szereg innych podobnych publikacji, które pokazują, że ludzie niezależnie od wykształcenia, jakichś tam naleciałości kulturowych, podatni są na te same błędy psychologiczne. Jest to nasz urok, jest to nasze ograniczenie. Natomiast wniosek jaki z tego wypływa, że jesteśmy ślepi na swoją ślopotę. Nie widzimy tego, że nie widzimy. I tutaj jest to kwestia absolutnie kluczowa i absolutnie zabójcza dla każdego rodzica, dla każdego trenera. Jak my wyciągamy wnioski, skąd je wyciągamy, po co one są. Natomiast jedyną anegdotą, czy antidotum na to jest samoedukacja, właśnie szukanie dodatkowych źródeł, informacji, podcastów, rzetelnych źródeł, nie tylko jakichś tam prostych rad z mediów społecznościowych, do których wszystkich zachęcam. Także książka jak najbardziej godna polecenia. Wydaje mi się, że wiele nauk, które z niej wypływa są absolutnie przydatne dla ludzi, którzy obserwują je na mediach społecznościowych. Dla mnie również. Jeżeli interesują Was tego rodzaju i podobne treści, zachęcam wszystkich do odwiedzenia mojej strony. www.dawidatarczyk.com Jest tam szereg artykułów na moim blogu. Jest też newsletter, który wychodzi raz w miesiącu, raz pod koniec miesiąca, w którym poruszam kwestie tego rodzaju bardziej dogłębnie. Nie są one publikowane nigdzie indziej. Także gdyby ktoś był zainteresowany, można tę stronę odwiedzić, poczytać, zapisać się. Na ten tydzień, czy na ten miesiąc to tyle. Widzimy się, słyszymy się w kolejnych miesiącach. Dzięki wszystkim i do zobaczenia, do usłyszenia. Dziękuję za wysłuchanie odcinka podcastu Meritum Sprawy. Więcej treści znajdziesz na mojej stronie www.dawidtatarczyk.com Tam możesz zapisać się na newsletter i zamówić moją książkę Zrozumieć Pływanie. Do usłyszenia w kolejnym odcinku.
Podcast – więcej
Ten odcinek jest częścią podcastu Meritum Sprawy, w którym rozmawiam o sporcie dzieci, trenerach oraz o systemach szkoleniowych w sporcie.
W podcaście pojawiają się zarówno rozmowy z gośćmi, jak i autorskie analizy dotyczące sportu, instytucji i rozwoju młodych zawodników.
→ Zobacz: Podcast o sporcie – Meritum Sprawy
